Są miejsca, które swą urodą mogą zawojować serce wędrowca już na pierwszy rzut oka. Miejsca, o których pisać to spłacać dług ich pięknu zaledwie w części. Miejsca żywe i ciekawe tak teraz jak i dawniej. Taki jest Beskid Niski – łagodne i niewysokie góry o obliczu raczej skromnej wiejskiej dziewczyny z sienkiewiczowskiej powieści niż wystudiowanej sylwetce dumasowskiej arystokratki. Beskid Niski jest pusty, wiosną intensywnie zielony, a jesienią pełen koloru. Kilometrami ciągną się łąki i buczyny, szemrzą strumienie, a nad nimi wspominają międzywojenną młodość jabłonie z opuszczonych łemkowskich wiosek. Przeczytajcie, gdzie wybraliśmy się ekipą BikeTrip w maju i jak gościł nas “ostatni zapomniany Beskid”.
Beskid Niski rowerem
Bazą wypadową naszej trzydniowej wyprawy była położona w dolinie Wilszni wioska Polany. Zamieszkaliśmy w starej szkole (funkcjonowała do 2000 r.) u Pani Agnieszki i stamtąd skierowaliśmy nasze rowery na szlaki przy granicy ze Słowacją.


Piątek - szczyt Baranie
Pierwsza, popołudniowa pętla z majowej wyprawy „Beskid Niski rowerem” prowadziła w deszczu przez wioskę Olchowiec na szczyt Baranie (754 m n.p.m.). W Olchowcu odwiedzić można prywatne muzeum w chacie łemkowskiej (chyży) i przyjrzeć się kilku zachowanym zagrodom rozrzuconym po wsi. Dalej ku granicy słowackiej i grzbietowi górskiemu prowadzi ścieżka edukacyjna przez ciche bukowe lasy. Na Baranim leży powalona wieża widokowa postawiona przez stronę słowacką, a turystom służy schron oraz miejsce na ognisko. Zjazd z góry po śliskiej ścieżce i przy kroplach deszczu przebijających się przez poszycie okazał się dobrym, wiele uczącym wyzwaniem dla naszych początkujących biketripowiczów.

Sobota – szlak graniczny do Filipovskiego Vrchu
Sobota upłynęła pod znakiem kolejnego granicznego szlaku: z Huty Polańskiej do Ożennej przez małe przełęcze i Sabatowski Wierch oraz Filipowski Wierch (705 m n.p.m.). Po drodze, w Hucie Polańskiej kościół rzymskokatolicki z lat 30. całkiem ładnie położony w dolinie opodal cmentarza z nagrobkami nowymi i nielicznymi z XIX w. Po wspinaczce, z grzbietu, już w pięknym słońcu, roztaczają się zachwycające widoki zielonych łąk i porośniętych bukiem “garbów” na Słowacji. To tędy od średniowiecza organizowano przemyt między Królestwem Węgier a Królestwem Polskim, to także tu prowadziły ścieżki ucieczki w trakcie II wojny światowej. Pierwsza zaś wojna światowa przyniosła w tej okolicy walki między armiami rosyjską i austro-węgiersko-niemiecką, w których szeregach walczyło wielu Polaków. Więcej poczytacie w naszym artykule o bitwie gorlickiej.
Zjazd do Ożennej przez użytkowane do dziś pastwiska (jakież szczęśliwe i dorodne brązowe krowy!) to niezła, umiarkowanie trudna frajda dla każdego. W Ożennej czekają na nas jak przeniesione z innej epoki zabudowania byłego PGRu i rozstaj dróg, gdzie decydujemy czy wracać ku Krempnej czy zagłebiać się dalej w obniżenie ku Krzywej. Wszędzie czekają nas już przynajmniej gruntowe drogi. My wybraliśmy powrót i przez opuszczoną wioskę Żydowskie pognaliśmy nowopołożonym asfaltem do siedziby Magurskiego parku Narodowego Krempnej. Dolina Wisłoki o zachodzie słońca w maju jest wybitnie godna fotografii, a krempniańska drewniana cerkiew malowniczo rysuje się na tle zieleni. Wieczorem – tradycyjne ognisko.

Niedziela – wschodni Beskid Niski
Trzecia pętla z cyklu „Beskid Niski rowerem” to już wyjazd z rowerami na dachu we wschodnią część tych gór aż za ciekawe miasteczko (dziś bez praw miejskich) Jaśliska. Nasz szlak prowadził pętlą z przydrożnego parkingu przez dolinę Surowicznego Potoku i Wisłoka do wsi Puławy. Dalej zahaczyliśmy o gęsto porośnięte szczyty Skibce i Dział na zielonym szlaku. Najmocniej pamiętam całe połacie czosnku niedźwiedziego i charakterystyczny zapach wśród wiekowych buków. I niezmiennie śpiewały kosy i sikory.
Ten szlak dostarczył o wiele więcej wrażeń górskich ze znaczącymi podjazdami, brodami i błotnistymi szlakami. Mijaliśmy osiemnastowieczną samotną dzwonnicę nad Wisłokiem w byłej wsi Surowica, cieszyliśmy się pięknymi widokami z łąk na grzbietach, a w lasach podchodziły do nas sarny (serio!). Chwilami wyobrazić sobie można było, że to była kiedyś zamieszkana okolica, a po drogach dziś zaniedbanych jeździły furmanki z sianem…
Zakończenie ogniskiem o zachodzie słońce trafiło w dziesiątkę dla naszych wygłodniałych wyprawowiczów i autentycznie żal było wracać ku Gorlicom i dalaj do Krakowa.

Beskidzie – ciebie kochać to wieczna tęsknota!
Podsumowując, śmiało możemy powiedzieć, że Beskid Niski jest do polecenia dla początkujących “spokojniejszych” turystów i dla każdego, kto szuka ciszy i odludnych miejsc. W każdym zakątku czeka tam wspomnienie historii, a krajobrazy kilometrami pozbawione są “ludzkich plam” jak domy czy trakcja elektryczna.
Wybierzcie się z nami odkryć ten soczyście zielony region, nieco przywołujący na myśl Anglię – zabieramy Was na wycieczkę VeloŁemko po najbardziej malowniczych szlakach rowerowych Beskidu Niskiego. 4 dni zasłużonej ciszy wśród szumu potoków i sporadycznego pobekiwania owiec, a wszystko okraszone zwiedzaniem cerkwi i cmentarzy wojennych.
O naszych wyjazdach w Beskid Niski pisać będziemy w mediach społecznościowych – będzie nam miło spotkać Was na facebooku, instagramie i youtubie.
Do zobaczenia w trasie!
Tomasz, Kraków





